Blog o podróżach i ludziach, ale także o wszystkim tym, co może Cię spotkać, jeśli tylko odważysz się wypłynąć ze swojego portu, ze swej bezpiecznej przystani i otworzysz się na to, co znajduje się poza Twoją zatoką... a jeśli to zrobisz otworzą się mosty i nowe możliwości - wyruszamy?

Translate

środa, 20 marca 2013

Chiny - IV część - Zoige - Chengdu - Leshan - Pekin

DROGA DO CHENGDU
Dwudziesty dzień stanowił najwyższy czas na kolejną podróż autobusem, tym razem z Songpon do Chengdu - jakieś 8 godzin, ale szczęśliwie już drogą asfaltową:). Zatrzymaliśmy się w bardzo przyjemnym hoteliku - "Sam's guest house" (ok. 120 juanów/pokój). 
Następny dzień poświęciliśmy na zwiedzanie miasta, fajnym miejscem jest wieża z tarasem widokowym, znajdująca się niedaleko dworca autobusowego, na który dojechaliśmy busem nr 4. Wizyta w okolicznych parkach jest po prostu obowiązkowa - daje nie tylko możliwość wyciszenia się i odpoczynku, ale i obserwacji ćwiczeń tai chi, tudzież tańca z wachlarzami. Dosyć zaskakujące jest natomiast królujące w parkach karaoke, w którym Chińczycy ochoczo biorą udział, ku zgubie wrażliwych uszu Europejczyków :).

Jednakże największą atrakcję zapanowaliśmy na wieczór - idziemy na "Cultural Show" (90 juanów/osobę), a więc tradycyjne widowisko opery syczuańskiej, składające się z 5 części - teatru, teatru cieni, teatru lalkowego, akrobatyki i koncertu tradycyjnej muzyki. Niemalże dwie godziny totalnego relaksu, choć mówiąc szczerze przy chińskiej muzyce trudno się jednak zrelaksować:). Najciekawsze i najbardziej widowiskowe są pokazy zmiany masek i akrobatyki, sporo wdzięku wniosły także świetnie animowane lalki.


WIELKI BUDDA Z LESHAN
Nieco ponad 2 godziny zajmuje dotarcie z Chengdu do największej (i to dosłownie!) atrakcji regionu - Wielkiego Buddy w Leshan (wstęp nieco ponad 100 juanów/osobę). Przywykłam już do sporej ilości schodów, które trzeba pokonać zawsze, gdy chce się dotrzeć do jakiejś atrakcji turystycznej, natomiast wciąż jeszcze nie przywykłam do pięknych parków, które je otaczają. Wreszcie dotarliśmy do 71-metrowego Buddy, wznoszącego się nad zbiegiem rzek Dadu He i Min He. Budowa posągu trwała 90 lat, a rozpoczęła się w 713 roku. Niech przemówią fakty, ułatwiające wyobrażenie sobie tego kolosa, którego ucho ma 6 metrów, nos ponad 5 metrów, a głowę okala ponad 1000 misternie wyrzeźbionych loczków.



LUOYANG
Za 22 godziny w pociągu zapłaciliśmy 300 juanów za osobę (soft sleep) i wreszcie wieczorem dotarliśmy do Luoyang, z którego zrobiliśmy sobie wycieczkę do kolebki chińskich sztuk walki - klasztoru Shaolin (100 juanów/osobę). 
Klasztor Shaolin

Klasztor w VI w. n.e. założył mnich Bodhidharma i do dzisiaj jest miejscem ćwiczeń mnichów. Turyści  na swej shaolińskiej drodze spotykają jednak tylko mnichów należących do grupy pokazowej, dającej wspaniały popis możliwości wushu.  W 2010 roku klasztor wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

POWRÓT DO PEKINU
Niestety nie udało nam się już złapać miejscówek na pociąg do Pekinu, więc naszą deską ratunku okazał się autobus (186 juanów/osobę, ok. 9 godzin). Na początku byliśmy nawet zadowoleni z takiego obrotu rzeczy - miejsca leżące, klimatyzacja - może nie będzie tak źle? Rzeczywiście nie było, ale tylko do momentu, kiedy przejechaliśmy jakieś 200 metrów i autobus stanął. Niemalże za bramą dworca kierowca wykorzystuje okazję do "dorobienia na boku", zabierając jakieś ciężkie metalowe części do luków bagażowych, a ponadto około 30-tu Chińczyków (na ok 40 oficjalnych miejsc leżących!), którzy zagnieździli się w ciasnych przejściach. Oby tylko Budda miał nas w swojej opiece z takim przeciążeniem:)

W Pekinie uzupełniliśmy zwiedzanie o Pałac Letni (ok. 16 km od miasta, najpierw metrem nr 2 na Xizhimen Station, później busem nr 375, wstęp 50 juanów). Następnego dnia podnieśliśmy sobie poziom adrenaliny w nowo otwartym wówczas parku rozrywki (zob. Happy Valley).


Happy Valley

Z kolei ostatni dzień spędziliśmy na rowerach (wynajęcie ok. 20 juanów), które także dostarczyły nam sporo emocji, biorąc pod uwagę natężenie ruchu ulicznego w Pekinie. Zobaczyliśmy Świątynię Tiantan i Stare Obserwatorium Astronomiczne, by wieczorem zakończyć naszą przygodę kolacją z obowiązkową i przepyszną kaczką po pekińsku.

Pałac Letni

Świątynia Tiantan

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz